Europa: statek, który potrzebuje wybitnych kapitanów

„Dla mnie zjednoczona Europa to maleńki przystanek na drodze do zjednoczonego świata” – powiedział nieżyjący już Jacek Kuroń, jeden z najbardziej znamienitych członków polskiej opozycji demokratycznej w czasach PRL. Dziś ta, wydawało się do niedawna, zjednoczona Europa ulega narodowym partykularyzmom, idea ją spajająca jest podkopywana przed radykałów, stagnacja gospodarcza podtrzymuje marazm i osłabia wiarę w projekt europejski. Kryzys związany z napływem fali uchodźców pokazuje jak dziurawa jest unijna solidarność.

Takie są konkluzje po trzech dniach debat podczas Europejskiego Forum Nowych Idei, które właśnie zakończyło się w Sopocie. Gościliśmy w tym roku 1300 uczestników z 37 krajów. Wybitnych naukowców, polityków i ludzi biznesu, wyznaczających nowe kierunki dla rozwoju światowej gospodarki. Podczas 64 godzin wydarzeń programowych i rozmów przeciągających się do późnych godzin nocnych, debatowaliśmy o przyszłości Europy, w kontekście rosnących nierówności i zmieniających się zagrożeń geopolitycznych. Na gali zamknięcia przemawiali dyrektor The Earth Institute Jeffrey Sachs i przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.

Co ustaliliśmy? Że najwyższy czas wrócić do korzeni. Musimy dzisiaj sięgnąć do koncepcji ojców-założycieli współczesnej Europy. W Deklaracji Schumana, która w latach 50. ubiegłego stulecia dała podstawy wspólnocie europejskiej, znalazły się prorocze słowa „Europa nie powstanie od razu ani w całości: będzie powstawała przez konkretne realizacje, tworząc najpierw rzeczywistą solidarność.” Tej solidarności bardzo dziś brakuje.

Być może doszliśmy do rozdroża. Idea integracji się nie zdezaktualizowała, potrzeba nam jednak nowych drogowskazów na nowe czasy. Rozwiązaniem jest więcej Europy i więcej przywództwa w Europie. Potrzeba nam nowych liderów, nie tylko menadżerów. Bowiem zarządzanie jest robieniem rzeczy właściwie, przywództwo zaś to robienie właściwych rzeczy. Jestem przekonana, że właściwą rzeczą do zrobienia w Europie jest dalsze pogłębianie integracji i przywrócenie znaczenia idei europejskiej solidarności. A właściwie konieczną, by to się stało jest wprowadzanie zmian – w działaniach Unii jako takiej i zmiana mentalności nas samych. Funkcjonujemy bowiem w świecie, w którym jedyną stałością jest zmiana.

Prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama powiedział kiedyś, że zmiana nie nadejdzie, jeśli czekamy na kogoś lub coś, co jej dokona. My sami jesteśmy tymi, na których czekamy. My sami jesteśmy źródłem tej zmiany, której poszukujemy. A zatem od naszej indywidualnej i zbiorowej odpowiedzialności oraz gotowości dostosowywania się do zmian zależy to, czy europejski projekt przetrwa. I jaką przyjmie formę - schorowanej, zmęczonej staruszki Europy, czy raczej dynamicznie rozwijającej się, otwartej na różnorodność ostoi pokoju i dobrobytu, o jakiej marzyli ojcowie-założyciele.

Co roku na zakończenie EFNI ogłaszamy Deklarację Sopocką (zachęcam do lektury), która jest manifestem ideowym i apelem do decydentów politycznych. Nasze postulaty przekazujemy czołowym politykom w Brukseli, Strasbourgu i Warszawie oraz propagujemy w całej Europie.

W tym roku w Deklaracji szczególnie podkreśliliśmy znaczenie europejskiej solidarności, której brak stanowi największe niebezpieczeństwo dla Europy. Apelujemy o walkę z partykularyzmami i narodowymi egoizmami. Mówimy o potrzebie walki z nierównościami społecznymi, ale tak by nie wylewać dziecka z kąpielą stosując protekcjonizm, renacjonalizację czy ograniczanie wolności gospodarczej. Nawołujemy do powrotu do korzeni i kierowania się wartościami, które stanowią fundament Europy. Mówimy NIE budowaniu europejskiej fortecy zamkniętej na inność, różnorodność i pomoc tym, którzy uciekają przed wojną i prześladowaniami. Mówimy TAK dla Europy i dalszego pogłębiania integracji w każdym wymiarze.

Jeden z francuskich intelektualistów powiedział, że kryzysowy charakter UE to jej nieodłączny element. Definiuje się ona nie przez wspólną tożsamość lecz poprzez odmienność. (…) Projekt europejski to nic innego jak reakcja obronna na strach przed okropieństwami wojny (André Glucksmann, rozmowa Romaina Leicka, Kontynent zgryzoty, „Der Spiegel”, 2012). Możemy się z nim zgodzić lub nie co do definicji – czy rzeczywiście łączy nas odmienność i strach, czy też podobieństwa i wspólne wartości.

Faktem jest, że unia 28 krajów i niemal 500 mln obywateli to gigantyczny, wielopoziomowy okręt, ale to od jego kapitana i załogi zależy, czy zostanie mu nadany właściwy kierunek i po kryzysowych latach wypłynie na spokojniejsze wody. Każdy z nas jest częścią tej załogi, tyle że wykonujemy prace na różnych piętrach. Nasza zbiorowa odpowiedzialność zadecyduje o tym, czy i gdzie razem dopłyniemy.
Trwa ładowanie komentarzy...