W większości krajów na Zachodzie możliwość zrzeszania się w związkach zawodowych wszystkich pracujących jest standardem. To żadne novum i także w Polsce nie spowoduje rewolucji. Chociaż faktem jest, że w praktyce z realizacją tego prawa mogą wiązać się niemałe problemy. Na przykład: kto będzie ponosił koszty funkcjonowania związku zawodowego, ochrony zatrudnienia w przypadku krótkotrwałej współpracy czy pracy równolegle u wielu przedsiębiorców? W jakim zakresie osoby mające umowy cywilne będą objęte ochroną pracowniczą? Czy struktury związkowe będą działać poza firmami na wzór organizacji branżowych lub regionalnych?
To kwestie do szerokiej dyskusji, bowiem zmiana przepisów, która będzie następstwem wyroku Trybunału Konstytucyjnego, wpłynie na działalność firm. Zwłaszcza dla małych i średnich będzie nie lada wyzwaniem. Spójrzmy na to także z ich perspektywy. O ile powinniśmy zwiększać poziom ochrony osób zatrudnionych na podstawie umów cywilnych i terminowych, o tyle nie można równocześnie zapominać o barierach zniechęcających pracodawców do zawierania umów na czas nieokreślony. Bo gdyby nie „sztywne”, obudowane przywilejami umowy starszych pracowników, może młodsi mieliby łatwiejszy start? Gdyby nie stos obostrzeń związanych z ewentualnym wypowiedzeniem czy obszerny katalog grup korzystających ze szczególnej ochrony stosunku pracy, może pracodawcy zatrudnialiby chętniej na umowy o pracę?
Wyrok TK powinien na nowo skłonić nas do tej dyskusji i wyważenia racji wszystkich zainteresowanych. Trzeba w końcu zaprzestać budowania ściany między pracownikami i pracodawcami. O konsekwencjach zmian na rynku pracy trzeba mówić głośno i negocjować optymalne rozwiązania przy jednym stole. Nie ma na to lepszego miejsca niż powstająca właśnie Rada Dialogu Społecznego, która ma zastąpić Komisję Trójstronną.
